Pilaten Black Head czarna maseczka peelingująca!

Witajcie Kochani…
Kilka dni temu opublikowałam recenzję maseczki do twarzy CARBO DETOX Oczyszczająca maska węglowa do cery suchej i wrażliwej marki Bielenda. Część z was zasypała mnie pytaniami i sugestiami odnośnie tego, że musiałam zrobić sobie niezłą depilację brwi, myląc oczywiście maskę z poprzedniego wpisu, z maską z dzisiejszego posta – nakładając maskę zahaczyłam pędzlem o brwi, więc postanowiłam zakryć je symetrycznie, żeby wyglądało to w miarę estetycznie na zdjęciu, o ile wogóle można wyglądać ładnie z taką maską na twarzy hehe 🙂 Powyższa sytuacja nasunęła dwa proste wnioski… Po 1 co niektórzy nie czytają postów, czy choćby nawet ich tytułów, a szkoda bo jakby czytali to dowiedzieliby się o prezentowanych kosmetykach więcej niż widzą lub powiększyliby swoją wiedzę o nieznane im produkty, po 2 podsunęli mi pomysł na przetestowanie maski… Mowa oczywiście o Pilaten Black Head czarnej maseczce peelingującej. Kolejny azjatycki kosmetyk, który w szybkim tempie podbija nasze polskie kosmetyczne serca. Produkt dostępny jest w dwóch wariantach: w saszetkach i w tubie. W mojej drogerii dostępne były tylko saszetki (2zł za sztukę – to jak za darmo ❤) więc zakupiłam kilka sztuk. Moim zdaniem jest to idealny wariant dla osób, które zaczynają przygodę z tą maską.
OD PRODUCENTA
Czarna maska z aktywnym węglem z bambusa, polecana do wielu typów cer, w szczególności do pielęgnacji skóry trądzikowej. Produkt świetnie oczyszcza skórę, odblokowuje pory oraz skutecznie usuwa wągry. Usuwa martwy naskórek, wygładza powierzchnię skóry. Maska zawiera aktywny węgiel pozyskiwany z bambusa, który ma właściwości oczyszczające, bakteriobójcze i ściągające, dzięki czemu dokładnie usuwa nadmiar tłuszczów znajdujących się na powierzchni skóry. Poprawia koloryt skóry, niweluje błyszczenie się.
.
SKŁAD
Węgiel aktywny bambusowy, witamina A, witamina E, witamina B5, wyciągi z owsa, rozmarynu, nagietka lekarskiego, grejpfruta oraz składniki widoczne powyżej na zdjęciu.
.
SPOSÓB UŻYCIA
Dokładnie oczyścić całą twarz. Namoczyć ręcznik w gorącej wodzie i nałożyć go na twarz na 3-4 minuty, aby otworzyć pory. Osuszyć twarz, a następnie równomiernie rozprowadzić maskę w wybranym obszarze. Bezwzględnie omijaj okolice oczu oraz brwi! Poczekać do całkowitego wyschnięcia ok 30-40 minut. Następnie delikatnie odklej i zdejmij.
.
MOJA OPINIA
Zacznę od tego, że mój aparat wylądował w naprawie i nie zdążyłam wykonać zdjęć pokazujących efekty maseczki. Jednak widok i tak nie należy do najprzyjemniejszych, dlatego nic nie tracicie 🙂 Rozpocznijmy jednak temat od początku. Moje zaskórniki są mało widoczne, nie są głęboko osadzone, a pory nie są rozszerzone – jednak drobne niedoskonałości zwłaszcza w strefie T potrzebują oczyszczenia. Spotęgowanie efektów maski uzyskamy dzięki zastosowaniu tzw. „parówki” bezpośrednio przed samą aplikacją. Zabieg ten odblokowuje zatkane pory i przyśpiesza krążenie, pozwalając skórze oddychać. Pod wpływem wysokiej temperatury, pory w skórze otwierają się, uwalniając zgromadzone w nich zanieczyszczenia. Maska przykuwa uwagę chociażby ze względu na kolor. Czarna, kremowa, trochę kleista konsystencja produktu nie ułatwia nam aplikacji. Maska szybko zastyga, więc czas 30-40 minut jest znacznie przesadzony. Produkt najlepiej nałożyć grubszą warstwą, tylko i wyłącznie na miejsca, które tego naprawdę potrzebują. Zdejmowanie maski jest dość bolesne, fundowanie sobie mini depilacji całej skóry twarzy to nie najlepszy pomysł. Do tego faktu wrócimy jednak za chwilę. Po aplikacji czuć ewidentnie ściąganie i w sumie to tyle. Nic nie piecze, jednak po całym zabiegu skóra jest delikatnie zaczerwieniona. To co widzimy na masce po jej zerwaniu to przede wszystkim małe włoski, obok nich widać zaskórniki. Miejscami skóra wygląda perfekcyjnie, wręcz idealnie – w innych natomiast zaskórniki pozostają bez zmian. Skóra jest zmatowiona, delikatna i znacznie wygładzona. Uważam, że ta maska to idealna alternatywa dla plastrów na nos. Znacznie lepiej radzi sobie z usunięciem niedoskonałości. Jednak lepiej zainwestować w saszetki niż w dużą tubę. Ponieważ jak widać, efekty mogą być dwojakie w skutkach.
A Ty przetestowałaś już Pilaten Black Head czarną maseczkę peelingującą?
.
Bardzo chętnie wypróbuję 🙂
Nigdy nie próbowałam takiej maseczki 🙂
używałam, całkiem fajne:)
Nie znam tej maseczki 🙂
Słyszałam już o tej maseczce wiele razy 😉 Muszę ją w końcu sama wypróbować 😀
Te maski sa naprawde fajne!
o tych azjatyckich kosmetykach to się już tyle naczytałam :p jestem ciekawa jakby się sprawdziła u mnie ta maska.
JA zainwestowalam w duza tube i niestety nie jestem zadowolona, ale dam jej jeszcze szanse, bo prawda jest taka , ze przed nalozeniem zapomnialam o przylozeniu goracego recznika na twarz 😉
Czarnych maseczek peelingujących nie miałam.
kocham maseczki!!
Zapraszam do mnie: http://www.roxyolsen.blogspot.com
Stosowałam tą maseczkę, jest naprawdę dobra, choć rzeczywiście ściąganie jej nie należy do przyjemnych.